Hakerska atmosfera na Kariera IT

Opublikowano: 16.11.2017r.

Kariera IT już jutro - specjalna zapowiedź, część II. Marek Baran w drugiej części zachęty do wzięcia udziału w jesiennej edycji.

Hakerska atmosfera na Kariera IT

Marek Baran

 

Zobacz także: Kariera IT już w najbliższą sobotę - specjalna zapowiedź, część I

Od tego roku Kariera IT odbywa się w nowo otwartym hotelu Almond. Najnowsza edycja (jesienna) już w najbliższą sobotę 18 listopada. Pisałem już o atmosferze tej imprezy bez szczegółów, a są one ważne. Dlatego teraz wrócę to tego jednego, moim zdaniem ważnego, aspektu.

 

Zejście w dół

Kiedy wiosną poszukiwałem recepcji konferencji przeżyłem małe zdziwienie. Okazało się, że znajdowała się ona pod powierzchnią ziemi (poziom -1). W pierwszej chwili pomyślałem, że to mało wygodne. Jednak z czasem poczułem, że jest to ciekawa inicjatywa. Jedna sala wykładowa i główne miejsc ekspozycyjne znajduje się właśnie pod ziemią. Niby nic istotnego, ale powoduje to w przypadku informatycznej imprezy jakąś atmosferę podzielności, żeby nie napisać – garażowości. Zrozumiałem to dopiero po pewnym czasie. Zresztą chyba nawet organizatorzy specjalnie nie wybrali tego miejsca ze względu na jego podziemny.

 

Na uboczu

Hotel nie znajduje się w ścisłym centrum. Jadąc kolejką miejską trzeba wysiąść na przystanku Gdańsk Śródmieście. Aby dotrzeć do miejsca konferencji trzeba przejść obok placu budowy, który od trzech lat trwa na otwartym przystanku kolejowym.

Wiosną byłem pełen obaw, czy ktokolwiek trafi do tego zacisznego miejsca – okazuje się, że chyba nikomu nie sprawiało to problemu. Moja troska o konieczność skorzystania z mapy okazała się mocno na wyrost. Konferencję odwiedziły wielkie rzesze, którym mniejszy problem niż mnie sprawia posługiwanie się nawigacją.

To, że miejsce, w którym odbywa się Kariera IT jest na skraju centrum miasta to kolejna zaleta. Jest intymnie i bezpiecznie. Myślę, że nie tylko ja tak o tym pomyślałem .

Foto: Marek Baran

Jeden wykład

Pisząc relację z dużej imprezy zwykle koncentruję się na opisie jednego, czasami dwóch, najważniejszych według mnie, wystąpień. Tym razem postanowiłem napisać o wykładzie Wojtka Kokorzyckiego z Hackerspace Trójmiasto. Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Naklejkę z nazwą organizacji noszę od tego czasu zawsze przy sobie, na najczęściej używanym pendrivie. Szkoda, że jest wykonana po hackersku i napis jest coraz mniej widoczny. Mam nadzieję, że na tej edycji Kariera IT Hackerspace też będzie i będą mieli lepsze naklejki, a może znowu usłyszę jakieś pełne pasji wystąpienie?

 

Hackerspace Trójmiasto

Na początek warto przedstawić prelegenta – Wojtek Kokorzycki jest programistą, a Hackerspace jest jego hobby. Poświęca na nie wieczory i sam je finansuje. A na  co dzień pracuje w firmie Code:Me.

 

Czym nie jest hackerstwo?

Nie jest chwaleniem się na Facebooku, że jest się hackerem. Nie jest naklejaniem na pendrivy naklejek z napisem „hacker space” i udawaniem, że się jest wtajemniczonym w najwyższe programistyczne kręgi (jak ktoś czytał uważnie ten artykuł ,wie o czym piszę ;-) ).

Wśród specjalistów kultura hackerska ciągle jest czymś tajemniczym i stosunkowo mało znanym. Tworzona jest w aurze wyjątkowości i gdzieś z boku.

 

Czym jest hackerstwo?

Jest to grupa pasjonatów programowania a może nawet należałoby napisać – informatyków. Kultura hackerska przyszła do nas z Niemiec. W Hamburgu odbywa się najważniejsze spotkanie hackerów świata. W każdym większym niemieckim mieście jest zorganizowana przestrzeń spotkań dla osób parających się tą dziedziną.

Jak wygląda największe spotkanie hackerów w Hamburgu można zobaczyć w ostatniej części filmu o Jasonie Bournie. Co oni tam robią naprawdę? W zeszłym roku na przykład włamali się na serwer jednego z satelitów, żeby mu dokuczyć. Poszło o to, że operator tego satelity nie daje dostępu do swoich zasobów, a powinien to robić. Nie akceptuje też oprogramowania powstałego na wolnych licencjach. Co zrobili hackerzy? Włamali się i dali sobie dostęp do 20 MB danych dziennych, który każdy z wtajemniczonych może sobie wykorzystać. Niby niedużo, ale skala zjawiska może z czasem spowodować, że operator będzie działał uczciwiej. Dla tych, którzy to zrobili – to głównie frajda i satysfakcja, że kilka zdjęć zamiast normalnymi łączami – przesyłają via kosmos.

Ważnym elementem spotkań hackerskich jest brak sponsora. W poleconym przeze mnie filmie jest inaczej, ale to magia kina (i słabości w tym momencie scenariusza).

W trakcie hamburskiego spotkania postawiona jest własna sieć GSM pozwalająca na korzystanie ze specjalnych kart SIM. Wszystkie prelekcje były na żywo tłumaczone na najważniejsze języki. Wolontariusze zwykle kojarzą się ze średnio rozgarniętymi licealistami, którzy pracują na recepcji (wczoraj usiłowałem się akredytować na jednej z konferencji, więc mam świeże doświadczenie). W przypadku wspomnianej konferencji – wolontariuszami są deweloperzy na co dzień pracujący w największych korporacjach świata. Mają bardzo duże kompetencje i dzielą się nimi z całą społecznością.

 

Co się robi na spotkaniach

Pasjonaci zwykli robić rzeczy niekomercyjne i czasami niemające większych zastosowań. Takie rzeczy robią właśnie ludzie, którzy tworzą trójmiejską hackerspace. Projekty nie mogą być zbyt skomplikowane – zwykle są to rzeczy na tyle proste, że zespół potrafi je wykonać w ciągu jednej sesji – jednego popołudnia albo jednego dnia. Czasami problemem jest hardware – wykorzystane urządzenia są zwykle tanie, a przez to zawodne. Przez swoją średnią jakość są dużo mniej zaawansowane niż software, który przy ich wykorzystaniu jest tworzony. Ale to właśnie software jest tym, co po twórczym spotkaniu zostaje.

 

To jest naturalne: grupa powstała, umarła i przeradza się w kolejną. Super: wiedza krąży w jednej społeczności. To jest miejsce, gdzie ludzie mogą przyjść, zostawić swoje rzeczy, bywać częściej, przyjść na piwo, zjeść sobie ciastka, posłuchać – fajnie. Ta wiedza krąży w jednej społeczności i rośnie. Ludzie nie walczą o pracowników, a wiedza znika.

Wojtek Kokorzycki

Hackerspace Trójmiasto

 

Foto: Marek Baran

Polska specyfika

Hackerspace to miejsce, w którym specjaliści dzielą się wiedzą. Jest to ciągle źle widziane przez polskie korporacje. Ciągle obawiają się one wycieku technologii, które są ich najbardziej chronionym skarbem. Taka specyfika. Powoduje to brak przepływu wiedzy pomiędzy specjalistami, co w konsekwencji może doprowadzić do zamknięcia się w wąskich kręgach. Nie poddawana ocenie i krytyce może przestać się rozwijać. Jak to działa na innych polach wiemy nazbyt dobrze, ale to nie jest miejsce na rozwijanie tak trudnego tematu.

 

Nie wszystko jest hackerspacem, co tak jest określane

Na koniec mała osobista uwaga. Pojawiają się czasami miejsca, które wyglądają jak hackerspace. Wyglądają nawet lepiej niż te rasowe, są lepiej wyposażone (na przykład w designerskie ekspresy do kawy). Posługują się nawet pięknymi nazwami producentów sprzętu i oprogramowania. Ze względu na ewentualne problemy prawne nie wymienię ich nazw. Jak ktoś chce, niech spyta swoją babcię z jakimi nazwami kojarzy jej się informatyka, Internet – prawdopodobnie wymieni te brandy. Na ostatnim infoShare usiłowałem spotkać się z dwoma prezesami takich przestrzeni – byli chronicznie niedostępni dla prasy. Nie wiem dlaczego ;-)

Dlaczego przestrzegam przed takimi miejscami? Mam duże podejrzenie, że są to miejsca w których głownie sprawdza się, nad czym pracują najwybitniejsi polscy programiści, a najlepsze ich pomysły podkupuje się. Uważajcie zatem, komu pokazujecie swój geniusz. Dla tych, którzy marzą o tym, żeby ktoś ich dostrzegł i kupił, podam najbardziej zaawansowany pomysł trójmiejskiej informatyki. Ivona była najlepszym produktem świata, została kupiona przez jeden z największych koncernów świata i… słuch po niej zaginął. Została systematycznie topiona i już nikt nie pamięta najważniejszego produktu trójmiejskiego wynalazcy.

 

Warto przyjść na KarieraIT

 

Na zakończenie pozwolę sobie zacytować prelegenta i powtórzyć jedną opinię z poprzedniej edycji – „To jest fun z tego co robisz, a nie jest to praca, tylko jest to rozwijanie siebie. To jest idealne i polecam wszystkim”.

 

Ludzie wpadają, pomagają sobie i to jest to. To wychodzi z czasem, że ludzi pomagają sobie zrobić swoją pracę. Plotkują o pracodawcach trochę. Ale nie na takiej zasadzie, że wszyscy się nawzajem okradają, My jesteśmy niezależni – nawet jak mamy tych partnerów (…). Nie ma tego wykradania się.  Mi się wydaje, że warto by człowiek był w takim środowisku, bo przyniesie do pracy masę info: jak coś działa w Necie, jak coś działa gdzie indziej. To jest wielka wartość – zwłaszcza w branży gdzie wiedza jest nieskończenie wielka i nigdy się tego wszystkiego nie obejmie. Ale warto spróbować. Hakujcie, bawcie się, dzielcie się wiedzą z innymi i uczcie się w ten właśnie sposób.

Wojtek Kokorzycki

 

Hackerspace Trójmiasto