Świętojańskie wideo

42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych: Mówi Paweł Maślona ("Atak paniki")

Śpiewający Aktorzy 2017: Katarzyna Kurdej, Dziwny jest ten świat

Barbara Krafftówna W Gdańsku

Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni: Czas katedr




Polecane

Jacek Sieradzki: Rezygnuję. Rozmowa z dyrektorem festiwalu R@Port

VI ranking aktorów Wielkiego Miasta

Kto wygrał, kto przegrał: teatry i festiwale. Podsumowanie roku teatralnego na Pomorzu cz.3

Nasyceni, poprawni, bezpieczni. Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz.2

Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz.1: Naj, naj, naj

Niedyskretny urok burżuazji. Po Tygodniu Flamandzkim

Na8-10Al6Si6O24S2-4 dobrze daje. Po perfomansie ‘Dialogi nie/przeprowadzone, listy nie/wysłane’

Panie Jacku, pan się obudzi. Zaczyna się X Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port

Wideoklip - niepokorne dziecko kinematografii i telewizji. Wywiad z Yachem Paszkiewiczem

Empire feat. Renia Gosławska - No more tears

Na co czekają więźniowie ? Beckett w Zakładzie Karnym w Gdańsku-Przeróbce

Zmiany, zmiany, zmiany. Podsumowanie roku teatralnego 2012 na Pomorzu

Debata w sprawie sprofanowania Biblii przez Adama Darskiego (Nergala)

Jakie dziennikarstwo poświęcone kulturze w Trójmieście jest potrzebne ?

Dość opieszałości Poczty Polskiej. Czytajmy wiersze Jerzego Stachury!

Brygada Kryzys feat. Renia Gosławska & Marion Jamickson - Nie wierzę politykom

Monty Python w Gdyni już do obejrzenia!

Kinoteatr Diany Krall. "Glad Rag Doll" w Gdyni

Tylko u nas: Dlaczego Nergal może być skazany ? Pełny tekst orzeczenia Sądu Najwyższego

Obejrzyj "Schody gdyńskie"!

Piekło w Gdyni - pełna relacja

Pawana gdyńska. Recenzja nowej płyty No Limits

Kiedy u nas? Geoffrey Farmer i finansowanie sztuki

Wciąż jestem "Harda" - wywiad z bohaterką "Solidarności"

Wielka zadyma w Pruszczu Gdańskim

Podróż na krańce świata, czyli dokąd zmierza FETA ?

Co piłka nożna może mieć wspólnego ze sztuką ?

Eksperyment dokulturniający, czyli „Anioły w Ameryce” na festiwalu Open’er

VI ranking aktorów Wielkiego Miasta

Opublikowano: 26.03.2015r.

Bardzo subiektywny, jak co roku. Ale kto wie, może to ostatni taki ranking... Zapraszamy do lektury części czwartej i ostatniej podsumowania życia teatralnego na Pomorzu w roku 2014.

Zobacz także:

Naj, naj, naj. Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz. 1

Nasyceni, poprawni, bezpieczni. Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz.2

Kto wygrał, kto przegrał: teatry i festiwale. Podsumowanie roku teatralnego na Pomorzu cz.3

 

VI ranking aktorów Wielkiego Miasta

 

Artyści, gwiazdy, aspiranci i celebryci

 

Nieźle zatańczyła lub zaśpiewała jak na aktorkę dramatyczną. Nieźle zagrał jak na aktora teatru muzycznego (rewiowego) czy teatru dla dzieci. Nagroda Tony rozdziela role dramatyczne od ról musicalowych, Złote Globy są przyznawane oddzielnie dla aktorów w filmowych dramatach i komediach lub musicalach. A co zrobić z tancerzami? To tylko pozornie nieuprawnione pytanie, wszak aktorów Kantora we Francji nazywano „tancerzami”. Ze względu na niewielką ilość teatrów po raz kolejny oceniamy aktorskie ujawnienia łącznie, w jednym miejscu a poza tym… zacierają się różnice między rodzajami aktorstwa, szczególnie na przykładzie niektórych scen.

Teatrów mamy za mało, aktorów zbyt wielu, ale ta sytuacja nie wpływa na rywalizację i podniesienie poziomu. Mamy artystów i aspirantów, aktorów i emerytów w każdym wieku. Dominuje etatyzm, tylko Adam Orzechowski zwolnił ze względów artystycznych jedną aktorkę. Lenistwo i przyzwyczajenia reżyserów często powodują, że ciągle dominującą formą selekcji do spektaklu jest metoda „po warunkach”. Przydziały „główniaków” czasami sprawiają wrażenie elementu strategii personalnej zakładu pracy, który dba o równowagę w zespole, jest czuły na problemy socjalne społeczności. Ciągle zdarzają się spektakle z nieuzasadnioną liczbą prezenterów, o czym nie decydują względy artystyczne, a socjalne.

Zbyt rzadko aktorzy mogą mieć kontakt z osobowościami reżyserskimi. O dziwo najwięcej dobrego dzieje się w tej kwestii w Teatrze Muzycznym - każde spotkanie z Kościelniakiem to święto, choć łatwo nie jest. Już pierwsze zajęcia z Dudą-Gracz stały się pozytywnym szokiem, a już w maju premiera spektaklu w reżyserii Adama Nalepy. Takie nazwiska aktorom „rewiowym”, jak trochę złośliwie nazywają ich niektórzy, coraz mniej liczni, aktorzy dramatyczni, otwierają niezwykłe możliwości rozwoju. W Miniaturze wręcz mówi się o epoce do Brzyka i po Brzyku (Remigiuszu), w Wybrzeżu pracował w zeszłym roku Janusz Wiśniewski. To już coś, ale nadal omijają nasz region najwięksi, nie dane jest naszym aktorom doświadczenie pracy z Lupą, Klatą, Demirskimi, Kleczewską, Rychcikiem, Jarzyną i jeszcze z co najmniej kilkoma najsłynniejszymi. Będąc dość aktywnymi konsumentami teatraliów w regionie odczuwamy zbyt często stany z „Dnia świstaka”, oglądamy jedną sztukę.

Właściwie prawie nie ma reprezentantów w kategorii mistrzów. Najbliżej tej kategorii mogliby być Eugeniusz Kujawski i Krzysztof Gordon, gdyby mieli możliwość lub chcieli pełnić taką rolę. Na szczęście pozostaje aktywna Małgorzata Talarczyk, są z nami gwiazdy Bulwaru Zachodzącego Słońca Krystyna Łubieńska i Halina Słojewska, ale nie ma poczucia następstwa pokoleniowego i ciągłości szkoły. Jest oczywiście także Dorota Kolak, ale jej niezwykła aktywność nie pozwala na celebrowanie mistrzostwa, choć  mistrzynią jest.

Czy aktor jest tylko od grania? Piotr Domalewski, jeszcze do niedawna aktor TW, dostaje nagrody za dramaty i reżyseruje filmy (na razie średni metraż). Cieszy udział aktorów Teatru Wybrzeże pod przewodnictwem Adama Nalepy w Nocnym Golgota Piknik.  Dzięki temu Trójmiasto pokazało choć przez chwilę dawny charakter. Czy aktorzy powinni odmawiać? Patrząc na poziom niektórych spektakli powinni jak najbardziej. Nawet gdzieś się błąkały takie myśli rewolucyjne, ale ostatecznie nie, no bo kredyt i takie tam hamletowskie dylematy codzienności.

Cieszą nagrody dla aktorów - Sopocka Muza dla Sylwii Góry Weber i nagrody dla Katarzyny Dałek i Michała Jarosa w Kaliszu oraz dla Roberta Ninkiewicza w Bydgoszczy. Mirosław Baka został uhonorowany Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Renia Gosławska i Krzysztof Wojciechowski dostali się do finału Nurtu Off 35. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.

W zeszłym roku pisaliśmy w tym miejscu: no i już 7 marca być może narodziny gwiazdy, czyli Tomek Ziętek w „Kamieniach na szaniec”. Oj marzy nam się wydarzenie, taki nasz nowy Marlon Brando czy James Dean, oj marzy:

https://www.youtube.com/watch?v=EFDatsDsLlA

Jeżeli masz problem z "odpaleniem" filmu, kliknij tutaj.

No i właśnie Tomek, absolwent Studium przy TM i niedoszły aktor tej sceny robi w tej chwili największą karierę. Po „Kamieniach” zagrał zauważalne role filmowe (szczególnie w „Carte blanche”, ale także w „Ciało/Body”). Mamy 3 mega gwiazdy w TW: do pary Kolak-Baka doszła Katarzyna Figura, którą muszą zobaczyć wszyscy i która dokonała figuryzacji Trójmiasta.

I jeszcze o samym rankingu. Oczywiście subiektywny, obecność aktora należy rozumieć przede wszystkim jako zauważenie. W tym roku rozszerzyliśmy znaczenie kategorii „Poczekalnia” - można czekać, przygotowując się do ataku, na przykład na szczyt. Można czekać odpoczywając lub będąc w stagnacji. Kilkoro aktorów było bardzo blisko pojawienia się po raz pierwszy w naszym zestawieniu. Dotyczy to szczególnie Piotra Kłudki za „Błękitną planetę” i Magdy Żulińskiej (m.in. piękna pieśń na zakończenie „Każdy przyniósł, co miał najlepszego”) oraz Wojciecha Stachury za "Błękitną planetę” i „Remusa” - wszyscy z Teatru Miniatura. Właściwie cała obsada „Avenue Q” z Mają Gadzińską na czele zasługiwałaby na wyróżnienie. Zauważyliśmy obiecujący rozwój Macieja Wiznera z Teatru Miejskiego w Gdyni.

Tegoroczny ranking został stworzony przez trzy osoby. Do Katarzyny Wysockiej i Piotra Wyszomirskiego dołączyła Małgorzata Bierejszyk (mb).

 

Poprzednie rankingi:

Za rok 2009, 2010, 2011, 2012, 2013

Ta na co dzień wręcz przekroczeniowa performerka w roli Anki była delikatna, ciepła i do zakochania („Broniewski”). Kolejny skalp zdobyła Dorota Androsz (Karize, Focion), prezentując nieprzeciętne na pewno w skali krajowej możliwości warsztatowe. To wybitna aktorka ciała, trudno mi podać konkurentkę dla jej sprawności, lekkości, zwierzęcości. Androsz to artystka ciągle poszukująca wyzwań, wydaje się, że teatr dramatyczny, nawet tak poszukujący jak w swych awangardowych podróżach Teatr Wybrzeże, to już dla niej za mało. Bardzo chciałbym zobaczyć androszgeniczny monodram  zapowiadający nowe aktorstwo, nową formę i nowego człowieka („Wyspa Marivaux”).

Mirosław Baka, grający Leicestera, zagrał bez większego wpływu na cokolwiek, pozbawiając swoją postać wyrazistości, jaka mogłaby zaistnieć w związku z jej konotacjami u Schillera („Maria Stuart”). Wyrazisty major Putek w filmie „Jack Strong”, ale w sumie słabszy rok gwiazdy Teatru Wybrzeże.

Z zainteresowaniem przyglądałam się Igorowi Chmielnikowi w roli Petruchia, który z każdą sceną grał coraz swobodniej, świadomie i uważnie partnerując Paulinie Fonferek, czyli Katarzynie. Widać efekty pracy tego młodego aktora, który poprawiając swoją dykcję (bardzo przeszkadzała we wcześniejszych przedstawieniach), nabrał również ten rodzaj pewności warsztatowej, która niosła go lekko do finału („Poskromienie złośnicy”). Igor Chmielnik w roli poety, Jęzorego Pasiukowskiego, zagrał sprawnie, z dużym wyczuciem sceny („W małym dworku”).

 

W „Broniewskim” "położył" dwie bardzo ważne postaci epizodyczne, czyli gen. Andersa i Marka Hłaski. Nie zaszkodziło to znacząco spektaklowi, tylko zasmuciło pewnego recenzenta. Szkoda, że ten aktor po momencie przemiany fizycznej wrócił do punktu, w którym należy sobie zadać ponownie zasadnicze pytania. W „Akcie równoległym” wykazał się niezwykłą sprawnością fizyczną, ale to za mało jak na aktora, w którym ciągle drzemie wielki potencjał.

W tym roku Deskiewicz to „ten Chaplin” z „Być jak Charlie Chaplin”! Nic dziwnego, bo to właśnie w monodramie aktor może w pełni pokazać, na co go stać. Deskiewicz wyszedł cało z monodramu, który można odczytać jako „próbę zmierzenia się z problemem wagi ciężkiej: jak być sobą, będąc artystą. Nie dość, że dał publiczności potężną dawkę rozrywki, to jeszcze widać po nim było, że ma apetyt na więcej. A co ważniejsze, sprawiał wrażenie jakby cały włożony wysiłek trafiał z powrotem do jego wewnętrznych akumulatorów energii, co daje nadzieję graniczącą z pewnością, że apetyty na więcej będą zaspokojone. Apetyty publiczności, rzecz jasna. Bo czy można nie mieć apetytu na dopracowany śpiew i taniec, dopracowaną i przemyślaną grę, do tego podane z lekkością, a wręcz z promieniującą wewnętrzną radością? Deskiewicz nie zamknął się w tym monodramie, choć pewnie była pokusa, tam, gdzie aktor wypowiada się o losie aktora, ale nastawił się na otwarte, emocjonalne dialogowanie z widzami. Tym wygrał. Przyczynił się także do sukcesu „Avenue Q”. (mb)

Po debiucie w „Wyspie Marivaux” pisaliśmy: Największym rozczarowaniem jest oczywiście Katarzyna Figura (Kleantis, Leontyna), która powinna dostać Oscara, Tony’ego, Cezara, Orły, Lwy i Złotego Globa za zaskakującą pewnie ją samą rolę prowincjalnej celebrytki, ale na sopockiej scenie zawiodła na całej linii. Wyeksploatowany, mam nadzieję nie bezpowrotnie, głos, kiepska artykulacja, brak uważności, niewielki zasób środków - to tylko część uwag. Demonstracyjne „zakrycie” w „Ciągu” i kartonowa obecność w „Akcie równoległym” to swoista, wewnętrzna gra społeczności teatru z mitem, który okazał się na co dzień bardzo sympatyczną koleżanką. Dopiero „Maria Stuart” ujawniła możliwości aktorki, która jako jedyna przybyła nad morze ze stolicy (kierunek dla aktorów jest zawsze odwrotny). Katarzynie Figurze udało się utrzymać napięcie sceny roku, jakim był pojedynek królowych w „Marii Stuart”. Przede wszystkim dzięki intuicji scenicznej, którą wykorzystywała zresztą w całym spektaklu. Ostatecznie podźwignęła wyzwanie, jakim była ta rola, zamykając usta tym wszystkim, którzy widzieli w niej jedynie dawną divę i seksbombę polskiego kina. Bez roli filmowej w 2014 roku, co zdarzyło się jej po raz pierwszy od 1982 roku.

Fonferek od początku spektaklu grała bardzo uważnie i naturalnie, bez skrępowania, wykorzystując różne środki wyrazu dla oddania komediowego charakteru swojej postaci i całej sztuki („Poskromienie złośnicy”). Z dużym wyczuciem przestrzeni i energii sceny poddawała się tempu spektaklu. Jak zwykle przygotowana, z ogromną łatwością pokonywała kolejne zawiłości dramaturgiczne („Boeing, boeing”).

Jako Żyd pokazał, że umie wyłamać się z jednostajności bajania, grając typowego przedstawiciela narodu żydowskiego („Remus”). Jacek Gierczak (m.in. Guttke/Gutkowski) był przekonywujący w każdej kreacji, to kolejna dobra rola tego odsłaniającego coraz to nowe możliwości artysty („Każdy przyniósł, co miał najlepszego”). Doświadczony, wytrawny aktor mógł pokazać próbkę swoich możliwości w spektaklach dla dorosłych.

Wszechstronność i (!) pasja. Gosławska w wariacji na temat piosenki aktorskiej „This Is Not a Love Song, czyli miłość ci wszystko wypaczy” wyśpiewała, wyszeptała, wykrzyczała, wydyszała i wytupała całe spektrum emocji i to tak, że dotarła prosto do układu nerwowego widza. Od sceny, na której przebywa, nie sposób oderwać oczu, a osiąga to nie samą eksplozją energii, ale i eksplozją sensów i wieloznaczności oraz konsekwentnym podtrzymywaniem kontaktu z odbiorcą i scenicznym partnerem. Na uwagę zasługuje żywotność i autentyczność piosenkowych mikroscenek, wynikająca prawdopodobnie ze współudziału aktorki w reżyserowaniu tego spektaklu. Wydaje się, że przy fortepianie, na fortepianie, z mikrofonem i z mnóstwem etnicznych instrumentów może wszystko, ona jednak wyraźnie wyznacza granicę, a jest nią celowość użycia poszczególnych środków wyrazu. To jej „wszystko” mieści się też w granicach określonego stylu. Dobrego. Wyraziście zagrała również w „Piaskownicy”, ponadto „Przygody Sindbada Żeglarza”. (mb)

W oczekiwaniu na pierwszego „główniaka” w Teatrze Wybrzeże stara się wykrzesać jak najwięcej z drobiazgów. W „Broniewskim” kapitalnie partneruje tytułowemu bohaterowi, bezgłośnie powtarzając za nim słowa, kiedy dochodzi wieść o śmierci „córki-bzdurki”, transmituje poprzez niewidzialny kabel połączeniowy ciary na plecach nawet najbardziej gruboskórnych odbiorców. Jako Śmierć w „Martwych duszach” wprowadza rzadki w spektaklu komizm. Jej postać  ma najbardziej dopracowane detale: kroczki, rozbiegane oczy widoczne spod upiornego makijażu, ruchliwe palce dłoni, wyrażające zniecierpliwienie jak u osoby uzależnionej, czekającej na używkę, tak jak śmierć czeka na następną ofiarę. Potwierdziła umiejętności wokalno-aktorskie w rewelacyjnej interpretacji piosenki z repertuaru Maryli Rodowicz.

Jak zwykle zaprezentowała wysoki poziom skupienia i podawania tekstu („Remus”). Wiodącą rolę w całej historii spełnia Hulda, która w najtrudniejszym momencie podejmuje przemyślaną „interwencję” społeczną i zaczyna „pociągać za sznurki”. Jej postawa jaskrawo pokazuje mechanizmy władzy, budowane na rozpoznaniu potrzeb i marzeń „konsumenta” (patrz: grupy, narodu, cywilizacji), ustawicznym podsycaniu jego oczekiwań, spełnianiu prostych zachcianek i rozmyślnym sterowaniu działaniami. Hulda jako jedyna z całej szóstki w widoczny sposób dorasta, nie tylko do uratowania całej planety, zagrożonej monarchistyczną wizją Czarusia, ale także do kontrolowania bodźców, jakimi zostaje Czaruś nasycany. Najciekawsza rola, obok Nakręconego, w którą wcieliła się najlepsza aktorka w tym spektaklu, Edyta Janusz-Ehrlich. Z łatwością weszła w poetykę bajki o zabarwieniu moralitetu, przemyślnie proponując gesty i energię postaci, która może ocalić świat przed pychą, żarłocznością, chorymi ambicjami, wyrachowaniem i okrucieństwem ze strony „nakręcaczy” („Błękitna planeta”). W Miniaturze osiągnęła już chyba wszystko, co dalej? Film? Epizod w „Polskim gównie” to oczywiście zdecydowanie jeszcze nie to. Teatr dramatyczny? A może solowa kariera wokalna? Zdaje się, że w każdej z tych ról gwiazda Miniatury wypadłaby co najmniej dobrze już teraz.

Wróciła do rankingu po rocznej nieobecności. W „Marii Stuart” prezentuje klasę mistrzowską, akcentując napięcia, umiejętnie dawkując dramat wyalienowanej kobiety, która, pozbawiona królewskich narzędzi, jest gotowa zamordować swoją kuzynkę. Kolak pokazała Marię jako uczuciową, pełną dziewczęcego uroku postać, której bliżej już do szaleństwa niż do jasnej oceny rzeczywistości. W kluczowej scenie dramatu, kiedy dochodzi do spotkania dwóch królowych, Dorota Kolak zagrała popisowo, prezentując pełną gamę emocji, od zakłopotania, szoku, złości do pokory, histerii i apatii. Zagrała w miniserialu „Zbrodnia” -  pierwszej polskiej produkcji stacji AXN, ponadto bardzo dobra rola drugoplanowa w „Carte Blanche” (dyrektorka szkoły), „Kebab i Horoskop” i skromne 41 odcinków „Barw szczęścia”.

Legendarny już wręcz Pankracy z "Nie-Boskiej komedii" stara się zbudować postać z różnych komponentów, imponuje sprawnością fizyczną i brawurową choreografią w tangu z brzozą. Jego Waldek to postać najciekawsza w tym nieciekawym świecie nieciekawych ludzi („Statek szaleńców”). Kowalski powrócił do rankingu, potwierdzając swoje nieprzeciętne możliwości, tylko kto mógł się spodziewać, że Kolada tak pokiczuje?

Uwagę zwrócił przede wszystkim Jacek Majok, który umiał zagrać swobodnie demonicznego adwokata Czernika czy lekko bawił się rolą Smętka („Remus”). Jacek Majok (m.in. w roli Rudolfa Zasławskiego) to aktor, od którego można rozpoczynać obsadę każdego spektaklu. Z pełną świadomością interakcji ściąga uwagę widza, zatrzymuje go, dialoguje i przekazuje następnemu  aktorowi („Każdy przyniósł, co miał najlepszego”. Powrót do rankingu w wielkim stylu.

„Broniewski” to summa Ninkiewicza, to jego życiówka. Starszy Broniewski w jego wykonaniu (…) jest przekonywujący w każdej odsłonie. Cierpi na kompleks niższości/wyższości artysty, czuje się niedoceniany i niedokochany, chce uchodzić za poetę proletariackiego a etykietują go jako romantycznego. Jest komunistycznym szlachcicem, katolikiem zdradzającym żony taśmowo, żołnierzem walczącym za Polskę, prześladowanym przez NKWD, a jednocześnie Stalina podziwia. Stara się być jednoznaczny i konsekwentny, raz jest podmiotem, a za następnym razem przedmiotem zdarzeń, raz decyduje o losach, ale częściej jest igraszką losu, jak miliony Polaków w tamtych czasach. Bardzo dobry warsztat (mimo „słusznych rozmiarów” Ninkiewicz jest bardzo sprawny fizycznie, a do tego świetnie podaje tekst) służy mu wielostronnie, łączy siłę fizyczną z liryzmem, co daje efekt przeszywający. Scena, w której dowiaduje się o śmierci swej córki-bzdurki transmituje poprzez niewidzialny kabel połączeniowy ciary na plecach nawet najbardziej gruboskórnych odbiorców. Robert Ninkiewicz, aktor Teatru Wybrzeże, wskoczył do ekstraklasy polskiego aktorstwa teatralnego, jest mistrzem. Ponadto jedna z najbardziej zauważalnych ról w „Martwych duszach” i epizod szefa elżbietańskiego BOR-u w „Marii Stuart”.

Ninkiewicz to aktor, którym na poważnie powinien zainteresować się film. Zasługuje na to, by cała Polska kochała go nienawidzić.

Sasza Reznikow, kryjący się za futrem Kudłatego bawił i „rozwalał”, pozwalając postaci być w pełni sobą („Avenue Q”). Oby ten ambitny aktor tą rolą przeszedł z zaszufladkowania jednego, rosyjskiego, w drugie - „po warunkach”. Czekamy na Reznikową wersję „Moskwy-Pietuszek” i żałujemy, że Sasza nie dostał zgody na zagranie w „Wołyniu” Wojciecha Smarzowskiego.

Po raz kolejny, tym razem w roli azjatyckiej „agentki” do zadań specjalistycznych, zaprezentowała najwyższy poziom przygotowania scenicznego, serwując smaki i smaczki życia mało aktywnej psycholożki („Avenue Q”). Prawie nie do poznania jako Chińczyk stworzyła kreację tej postaci, pokazując po raz kolejny swoje komiczne umiejętności („Przygody Sindbada Żeglarza”). Największą zwyciężczynią jest Magdalena Smuk - sugestywna, przejmująca, skoncentrowana. Jej Jagustynka staje się jedną z najważniejszych postaci całej opowieści, jej kwestie wybrzmiewają wyraziście, mogą być odbierane jako komentarz, a nawet porte parole autora i reżysera. Wielka rola („Chłopi” w TVP1). Mimo takich zwycięstw aktorka poszukuje wyzwań w nowych regionach (np. Sopot Non Fiction).

Poczekalnia w ostatniej bazie przed kolejnym ośmiotysięcznikiem, czyli... schodami w górę! Na uwagę zasłużył przede wszystkim jako Bierut w perełce nt. hymnu polskiego („Broniewski). W roli portiera Ferrisa-spinacza po raz kolejny pokazał, że nawet w takiej konwencji, może znaleźć pomysł na postać. Niechlujny, w wybranych momentach eksponujący swój „brzuszek”, poddający się ze swobodą presji chwili i urokowi dam, tworzy postać życzliwego, lekko nieporadnego, gotowego jednak na wszystko portiera („Akt równoległy”). Marek Tynda (Ifikrates, Messa, Arlekin) potwierdził, że w krainie mroku czuje się jak ryba. Bawił się rolą, po prostu już od dawna jest po tej stronie mocy, po której nie ma dylematów i trudności, a jedynym problemem jest samotność („Wyspa Marivaux”). Warto posłuchać go w piosence z repertuaru Nicka Cave’a.

Odkryciem była Katarzyna Wojasińska grająca Piotrka S. W całości domyślała swoją postać, grała bez skrępowania, rozkładając akcenty powierzchowności serialowego bohatera, pokazując światu, jak dobrze być downem. Przypominała bohaterkę serialu "Zmiennicy", która pozwoliła sobie być mężczyzną („Avenue Q”).

W spektaklu muzycznym „This Is Not a Love Song…” zaprezentował się jako prawdziwy mistrz ceremonii. Z cudownie swobodnym wyczuciem rytmu zmienił instrumenty muzyczne w teatralne rekwizyty, które pod jego dłońmi dostały nowych mocy. Wojciechowski nie tylko perfekcyjnie i wręcz uwodzicielsko wykonał poszczególne utwory, ale i nieprzerwanie kształtował spektakl jako spójną całość. To ogromna sztuka, utrzymać widza od pierwszej do ostatniej sekundy w napięciu i zaciekawieniu, a właśnie w takie „tu i teraz” artysta potrafi wciągnąć. To widz się dobrze bawi, to widz jest najważniejszy, bo Wojciechowski nie woła: „Patrzcie, słuchajcie, oto ja!”, ale całym sobą daje do zrozumienia: „Tylko teraz jest ta ważna chwila; uważajcie, bo warto!”. Drogocenne! Wystąpił też w „Przygodach Sindbada Żeglarza” na zmianę z… Renią Gosławską i przyczynił się do sukcesu „Avenue Q”. (mb)




Autor

obrazek

Piotr Wyszomirski
(ostatnie artykuły autora)

Każdy ma swoje Indie gdzie indziej